poniedziałek, 16 lutego 2015

A skąd się biorą dzieci?

No i właśnie- po pojawieniu się siostry i u nas padło to pytanie. W dodatku Julka ostatnio bardzo uważnie słucha (oczywiście, tylko tego, czego nie ma) i zaczęła wypytywać dlaczego ja wróciłam do domu po 2 dniach,  ciocia po 4 i co to jest cesarka. Zwlekałam z tym tematem, bo wydawało mi się, że to jeszcze nie ten czas. Okazuje się, że inne znajome mamy już uświadomiły swoje ośmiolatki. Jakoś mi to nie podchodzi, że tak wcześnie, ale nie ściemniałam o bocianach ani kapuście :) tylko zaopatrzyłam się w bibliotece w odpowiednią literaturę i uświadomiłam dziecko. Młodszego przy okazji częściowo też. O porodzie mu szczegółowo nie opowiadałam jeszcze. Na co to pięciolatkowi? Chyba, że jakaś zacofana jestem?

W każdym razie, gdyby któraś zaglądająca tu mama miała ten sam dylemat, to polecam dwie pozycje książkowe, które wypożyczyłam.

Pierwsza z nich jest dla młodszych dzieci. Jest to zabawna i ciepła historyjka o Wacku, który przy okazji swoich urodzin zaczyna się zastanawiać, skąd się w ogóle wziął i czy babcia i ciocia mówią prawdę. Babcia twierdzi, że Wacusia przyniósł bocian, a ciocia, że rodzicie kupili go w szpitalu. Jednak rodzice spokojnie wyjaśniają malcowi co i jak, cierpliwie odpowiadając na pytania synka. Na przykład o to, czy robił w brzuchu siusiu :)  Książeczka z rysunkami Edwarda Lutczyna- uwielbiam! bardzo się podobała moim dzieciakom.

                                   
Pokazuje przyjście na świat dziecka od momentu poznania się rodziców.
Są duże rysunki opatrzone prostym wyjaśnieniem






             

I ulubiony rysunek Krzysia :)


Druga książka jest dla nieco starszych dzieci. Julka interesujące rozdziały czytała sobie sama a potem o tym rozmawiałyśmy. Jest to książka dla dzieci i dla rodziców. Na pomarańczowych stronach są porady dla rodziców jak rozmawiać z dziećmi o seksie, a także jak chronić je przed molestowaniem. W tej książce ilustracje są już poważniejsze. Jest kilka ilustracji narządów płciowych, które rozbawiły moje dzieci, choć nie kryjemy się specjalnie z nagością w domu, żeby nie było to tematem tabu. Są też rysunki pokazujące jak rozwija się dziecko w macicy. Tym Julka była bardzo zainteresowana. Samym porodem też. Nie chciałam jej przestraszyć ani zniechęcić do posiadania dzieci :), ale przyjęła wszystko bardzo spokojnie i dojrzale. Myślę, że to był jednak dobry moment na tą rozmowę.




Może macie jeszcze inne ciekawe pozycje do polecenia na ten temat?

sobota, 7 lutego 2015

Książka z literkami- A

Krzyś od jakiegoś czasu bardzo chcę się uczyć czytać. Żeby wyjść naprzeciw oczekiwaniom klienta :) postanowiłam pobawić się z nim wykorzystując mój pomysł z pracy. Zaczęliśmy tworzyć własną książeczkę z literkami. Szkoda, że nie uwieczniłam książeczek moich uczniów, bo były świetne.Teraz za to pokażę Wam krok po kroku książeczkę Krzysia.

Na początek litera A.

 Krzyś już znał A, boi już wcześniej się bawiliśmy trochę literkami. Na początku przypomnieliśmy więc sobie jak wygląda. Później pokazałam Krzysiowi jak piszą je dzieci w szkole i zapytałam czy w gazecie wyglądają tak samo. Szukaliśmy i okazało się, że trochę jest. Tylko małego nie mogliśmy znaleźć... W końcu się udało, więc zachęciłam Krzysia do wycięcia przedstawicieli małego i wielkiego A i przyklejenia na kartce.

Teraz przyszedł czas na kalambury. Rysowałam powoli wybrane przedmioty na "a", a Krzyś je nazywał i kolorował.

Żeby lepiej zapamiętać małe drukowane A, postanowiłam wykorzystać patent z czasów, gdy chodziłam do przedszkolnej zerówki. Dałam Krzysiowi fragment artykułu z gazety (najlepsze do tego celu są gazety dla dzieci, bo mają większą czcionkę i odpowiednie treści. Ja się nieźle naszperałam zanim pomiędzy nekrologami i artykułami o pedofilii w kościele znalazłam coś bezpiecznego.). Jego zadaniem było odnalezienie i zakolorowanie wszystkich literek "a".

Na końcu chciałam zrobić coś zupełnie innego, ale Krzyś chciał pisać jak dzieci w szkole. Mój pomysł zrealizujemy innym razem.

Pierwsza strona naszej książeczki wygląda tak: