piątek, 21 kwietnia 2017

Wracamy z wulkanem

Długo nie mogliśmy się zebrać w sobie do kolejnych eksperymentów. Trzy tygodnie nas nie było, ale dzieciaki zmęczone ogromem rożnych zajęć, po prostu nie miały ochoty. A że zabawa ma być przyjemnością, to nie zmuszałam. Dzisiaj wróciliśmy z przyjemnością, choć znowu dopiero wieczornie (tak to jest, jak synek do 20 na treningu, a wcześniej też biegiem wszystko).

Dzisiaj zrobiliśmy lawę z sody i octu. Dla lepszego efektu dodaliśmy pomarańczowego barwnika spożywczego. Dzieciaki zachwycone. Mieliśmy to robić na dworze, ale niestety pogoda nie dopisała.

Pojemnik musiał być dopasowany. Dinozaury były idealne :)







 Każdy musiał coś dosypać :)








Próby trwały tak długo, jak starczyło w domu octu :)

środa, 12 kwietnia 2017

Jeden na jeden

Jesteście mamą więcej niż jednego maluszka? A może wcale nie maluszka, tylko dziesięciolatki, która będąc najstarszą z rodzeństwa, jest czasem zazdrosna o czas, który się poświęca młodszym dzieciom? No cóż, samo życie :) U mnie też się tak czasem zdarza, ale muszę przyznać, że bardzo rzadko i bardzo szybko nauczyłam się z tym radzić. Jak? Stosując od czasu do czasu zasadę Jeden na jeden.
A cóż to takiego? Nic odkrywczego. Po prostu od czasu do czasu staram się rozdzielić moje dzieci i znaleźć czas tylko dla jednego z nich. To nie musi być nic wielkiego- wyjście na zakupy, na lody, wspólne gotowanie, spacer z psem. Wszystko co Wam przyjdzie do głowy.

Stosując tę metodę, trzymam się kilku zasad:

*Raz robi to mama, raz tata - bo przecież inne rzeczy robi się z tatą, a inne z mamą. Maluchowy tata bierze na przykład dzieci na myjnię, załatwić coś do miasta, skręca z nimi meble czy pracuje w ogrodzie. Ja biorę na siebie raczej działalność plastyczną (choć nie zawsze ja :)), wspólne czytanie itp. Wiem, że nie zawsze się tak da. Zawsze jednak można w to wciągnąć dziadków, albo ukochaną ciocię.

* w tym czasie skupiamy się tylko na dziecku. Tylko na tym jednym dziecku. Żeby każde z nich miało trochę mamy i taty na wyłączność.

* Niech będzie przyjemnie, żeby to był naprawdę wyjątkowy czas. To im ładuje bateryjki na jakiś czas. Sprawia, że czują się kochani i wyjątkowi, bez względu na to, ile jeszcze dzieci czeka w domu na przytulaska i rozmowę.

U nas działa bezbłędnie :) Dzisiaj właśnie była kolej najstarszej. Wzięłam ją do kina na "Piękną i bestię". Był czas na film, na pogaduchy w aucie i na wspólne babskie zakupy. Chyba tego jej było trzeba, bo ostatnio częściej miała uchy w nosie :)

A przy okazji- jeśli się wahacie, czy wybrać się na to do kina, polecam. Ja jestem zachwycona :) idę teraz do łóżeczka śnić o księciu z bajki. Tylko ciiiiii, nie wydajcie mnie przed mężem ;)