czwartek, 3 grudnia 2015

Kalendarz adwentowy

Zaczął się grudzień, więc postanowiłam przygotować coś specjalnego dla mojej klasy. Zaczęło się od tajemniczego listu, który przyniósł do nas pan woźny.


Nastepnego dnia dzieci przyniosły rolki, ale nie wiedziały, coz  nich zrobić. Na szczęście po pierwszej lekcji, do sali weszły dziewczyki ze starszej klasy i przyniosły na kolejny list- podobno był u drugiego woźnego...  Moje niezawodne dziewczyny z poprzedniej klasy :)
W środku tylko tyle:

Dzieciaki ochocze wzięły się do pracy, w efekcie czego powsta taki kalendarz adwentowy:


Prawda, że piękny? Od tyłu rolki są puste. Tam widziałam już kolejną karteczkę z zadaniem, ale o tym napiszę dopiero w sobotę :)

sobota, 14 listopada 2015

Ciasto z mikrofalówki

Kilka dni temu Julka, widząc, że jestem trochę przybita, poleciła mi nie wchodzić do kuchni i wysłała mnie z drutami na kanapę. Po chwili przyniosła mi kawę i....ciasto czekoladowe z mikrofalówki. Pamiętała, że kiedyś takie zrobiłam, znalazła przepis w zeszycie z przepisami i zrobiła. Tak po prostu- z dziecięcą spontanicznością. Uwielbiam ją za takie akcje :)






Zdjęcia są oczywiście z następnych porcji ciastka, na które przyszła im ochota już następnego dnia :)

Przepis, gdybyście chcieli zrobić z dziećmi. Te starsze mogą spokojnie zrobić je same.

Składniki:
- 4 łyżki mąki
- 4 łyżki cukru
- 2 łyżki kakao
- 1 jajko
- 3 łyżki mleka
- 3 łyżki oleju
- kubek (u nas taki duży na prawie 2 herbaty)

Składniki wymieszać w kubku (uwielbiam po cieście myć tylko jeden kubek!), wstawić do mikrofalówki (1000Wat na 3 minuty, my mamy max 700Wat i pieczemy je 3,5minuty). Po "upieczeniu" zostawiamy jeszcze minutkę w mikrofali i.....gotowe :)

wtorek, 10 listopada 2015

Kotyliony

Niestety, od września nie mam kiedy tu zaglądać. Piszę w miarę regularnie na drugim blogu, ale na dwa już czasu za mało. Wymagająca praca, urocze, ale zaborcze niemowlę i tata w szpitalu= totalny, absolutny brak czasu. Mimo to dzieje się u mnie, bo przecież codziennie coś robię z dziećmi-moimi lub szkolnymi, więc postaram się zaglądac tu jednak chociaż kilka razy w miesiącu.
Dzisiaj pokażę Wam dzisiejsze kotyliony mojej klasy.

Elementów trochę było, w dwóch kolorach i na dwóch rodzajach papieru, więc rozrysowałam im to na tablicy. Żeby było ciszej w klasie i żeby trochę musieli pogłówkować :)


Efekt ich pracy

Jedna z ładniejszych prac (i wcale nie moja! :))

Wyjątkowo ładne i proste, moim zdaniem :)


sobota, 22 sierpnia 2015

Powody mojej nieobecności i zabawy dla niemowląt 3-6 m-cy

Miałam plan, żeby wykorzystać wakacje i regularnie wrzucać posty. Udało mi się na moim drugim blogu, gdzie posty pisałam i planowałam z dwutygodniowym wyprzedzeniem a nawet mam kilka na wrzesień w zapasie, ale na tego już zabrakło czasu. Przez ostatnie kilka dni nie mieliśmy prądu (zerwane kable po nawałnicy), wieczorami były silne burze, więc bałam się włączać komputer a czas na blogowanie mam właściwie tylko wieczorem. Wcześniej byliśmy nad morzem przez kilka dni i w ogóle nie chciało mi się zaglądać do neta a po powrocie byłam z Krzysiem w szpitalu (wycinany migdałek). Czas mi znowu gnał jak szalony i nawet nie wiem, kiedy się zrobił koniec sierpnia. W głowie mam już teraz sprawy związane z pracą. Eh, no życie. Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle. Trudno. Może w kolejne wakacje się uda.

Dzisiaj chciałam Wam napisać o kolejnych zabawach z niemowlęciem. Tym razem troszkę starszym, bo od 3-6 miesięcy. Nadal korzystamy z zabaw od 0-3 miesięcy, ale możemy też dorzucić kilka nowych:

- Nie dam Ci- moje dzieciaki to uwielbiały i zawsze głośno sie przy tym śmiały. Maluszek leży (lub siedzi jeśli już potrafi) a my w stronę jego rączek wyciągamy zabawkę. Kiedy dziecko już prawie ma ją w rączkach, szybkim ruchem podnosimy ją do góry i mówimy zabawnym głosem : Nie dam. Brzmi mało zachęcająco, ale zabawa jest pierwszorzędna. Oczywiście, co kilka prób dajemy dziecku złapać zabawkę i chwalimy je, że jest takie zręczne :) Ja często udawałam wtedy, że się złoszczę, mówiąc na przykład "O, ty łobuzie". Nawet kiedy to piszę, w głowie mam głośny śmiech moich dzieciaków :)

- szukanie zabawek- układamy dziecko na brzuszku na podłodze (na kanapie już nam się sturla w tym wieku!) i układamy mu zabawki naokoło. Nie za dużo- po jednaj w kilku miejscach. Ważne, żeby część było poza zasięgiem jego wzroku a część bezpośrednio przed nim czy obok. Jeśli bardzie atrakcyjne zabawki damy po bokach, dziecko będzie się w ich stronę odwracać. Wtedy zauważy też zabawki położone za nim. Na tym etapie dzieci raczej na krótko interesują się jedną zabawką, więc dzięki kilku zabawkom w zasięgu rączek (albo kawałek dalej niż sięgają rączki- będzie dodatjowe wyzwanie), mamusia ma chwilkę wolnego. Chwilkę tzn. być może zdąży do toalety. Przy spokojniejszych dzieciach (moja Julka taka była) można liczyć nawet na godzinkę :)



- turlanie się- większość dzieci na tym etapie opanowuje obracanie się z brzuszka na plecki i z powrotem. Bez wzgędu jednak na to czy już to umiają, można je delikatnie popychać, żeby się obróciły. Oczywiście, tempo i intensywność zabawy dostosowujemy do możliwości i poziomu strachu dziecka. Amelia strachu nie posiada :)

- matka edukacyjna- nazwa zapożyczona od koleżanki, która tak podpisała swoje zdjęcie z dzieckiem na jej nogach :) Bardzo mi się spodobało, więc papuguję. Na tym etapie maluszek dosyć stabilnie trzyma już główkę, więc nasze zabawy mogą być nieco odważniejsze. Ja często kładę (tak, nadal to robię, choć Julka ma już 8 lat a Krzyś 5 :)) moje dzieciaki na moich wyciągniętych w górę nogach. Zazwyczaj mam nogi ugięte i na takich nogach kładę Amelkę na brzuszku. Trzymam ją za rączki, żeby mi nie spadła albo asekuruję trzymając ręce po jej boczkach. Zależy jak bardzo szalejemy. Najpierw powoli bujamy dziecko w przód i w tył i na boki. Im dziecko bardziej oswojone z tą pozycją i sytuacją, tym odważniej możemy bujać. Ja Amelkę przysuwam potem blisko mnie i daleko. (za każdym razem używam adekwatnych określeń- blisko mamy, daleko mamy itp.) Robimy też przy okazji konika- kolana mam nieruchome (na ile się da w tej sytuacji) a stopy podskakują lekko w górę i w dół. Oczywiście, odgłosy konika konieczne :) Przy okazji jest to świetne ćwiczenie na mięśnie brzucha mamy :) Świetne ćwiczenia na równowagę dziecka.





- góra/dół- inny sposób na ćwiczenie z maluszkiem. Sadzamy sobie maluszka na swoim brzuchu i podpieramy naszymy ugiętymi nogami. Trzymamy go za rączki i podnosimy biodra do góry. Maluszek znowu jedzie na koniku, a my ćwiczymy biodra. Ja używam znowu określeń góra/ dół, żebvy oswajać z nimi dzieci. Dzięki temu już w okresie niemowlęcym dbamy o bogaty słownik dziecka.

- aja,aja, be-be- to zabawa wymyślona przez moją mamę (chyba- jeśli się mylę, to przepraszam autora :)). Kładziemy dziecko na pleckach tak, żeby nasza twarz była w zasięgu jego wzroku i rączek. Bierzemy jego dłonie w nasze i głaszczemy łapkami naszą twarz mówiąc "aja mamusia/tatuś/babcia/......". Tak powtarzamy dwa razy. Za trzecim razem lekko klepiemy swoją twarz mówiąc be-be, równoczesnie robiąc zaskoczoną minę. Moja cwaniarka już wie, że zaraz będzie śmiesznie, więc chichra się już przy drugim "aja" :)





- głaskanie- rączkami dziecka głaszczemy pieska, kotka (pod warunkiem, że znamy zwierzę i mamy pewność, że nie zrobi dziecku krzywdy), włosy, twarz rodzeństwa. Warto coś przy tym mówić. My mówimy po prostu "aja", pamiętając jednak, żeby zaczynając i kończąc zabawę uzyć słowa "głaskać". Jestem zwolennikiem mówienia do maluszków normalnych językiem :)

- poznawanie otoczenia rączkami- pełzającego czy raczkującego już maluszka warto kłaść na brzuszku na różnych powierzchniach, żeby mógł ich dotykać i porównywać. Dywan, szorstki koc, miękki polar, zimne panele, ciepła i chropowata deska, kłująca trawa, twarde kamyki (trzeba uważać, żeby dziecko nie wzięło kamyka do buzi!!!!), sypki piasek, mokra woda. To świetna zabawa i ćwiczenie zmysłu dotyku.





- czytanie książeczek- najlepiej takich z dużymi obrazkami.



- przedstawienia kukiełkowe- jak widać, można to spokojnie zlecić rodzeństwu :)


A w co Wy się bawicie ze swoimi maluszkami? Chętnie dodam inne propozycje do mojej listy :)

środa, 19 sierpnia 2015

Kara za spóźnienie

Niestety, ostatnio mam problem z pisaniem na blogu, ale o tym w kolejnym poście. Dzisiaj wrzucam tylko króciutko- konsekwencje spóźnienia do domu :)


poniedziałek, 20 lipca 2015

Intensywny tydzień

Nareszcie udało nam się zrobić coś więcej w tym tygodniu. W kolejnym tego nie powtórzymy, bo dzieciaki jutro znowu uciekają z domu na kilka dni, tym razem do cioci. W sumie, nie narzekam :)

W każdym razie w zeszłym tygodniu zdążyliśmy:
 - zrobić pyszne owocowe śniadanko









"Mamusiu, a zrobisz mi jeszcze zdjęcie drugiej kanapki?"
 :)
- upiekliśmy tartaletki z owocami











- przy pieczeniu przypomnieliśmy sobie, jak sie taruje wagę, po co to i jak to się robi na naszej wadze; odmierzaliśmy dokładnie wszystkie składniki, liczyliśmy, ile tartaletek nam wyjdzie, ile to będzie dla każdego członka rodziny, ile jest z truskawkami, ile z malinami, ile było truskawek, skoro jest tyle połówek itd. Najbardziej jednak dzieciom podobało się inne zadanie matematyczne: Jeśli upiekliśmy 22 tartaletki, a mamusia zje wszystkie sama, to ile zostanie dla dzieci :) Mieli ubaw po pachy :)

- nauczyliśmy się wierszyka po angielsku (nareszcie w sobotę byli w domu :))

Every morning at eight o'clock
You can hear the postman knock
Up jumps Mary to open the door
One letter, two letters, three letters, four!

- w sobotę wybraliśmy się też do pobliskiego Baborówka na Festiwal Jeździecki. Ale było atrakcji! Ale szczegóły już w kolejnym poście :)

środa, 15 lipca 2015

Znów trochę muzyczny wtorek

Trochę, bo wyszło nieco przypadkiem :)

Aparat mam chwilowo zajęty przez męża, więc nasz plastyczny piątek kiedy indziej. Starszaki od soboty są u drugich dziadków. Ci to mają wakacje :)

A młoda nadal spędza miło wakacje....pod inhalatorem. I trzeba jej to jakoś uatrakcyjniać, bo zaczęła się niecierpliwić. Nic dziwnego- od ponad miesiąca ma inhalacje 3 razy dziennie po ok.15 minut. Też bym się niecierpliwiła. Wczoraj bardzo się wiła od samego początku, więc zaczęłam wystukiwać rękami rytm na stole. Zainteresowało ją to tak bardzo, że wystikiwałam różne rytmy przez cały czas inhalcji. Do dyspozycji miałam tylko jedną rękę (drugą trzymałam maseczkę na buźce, bo inaczej maseczka jednym szybkim ruchem odlatuje w siną dal :)), ale użyłam paznokci, czubków palców, knykci i całej dłoni. Wystukiwałam na przemian szybkie i wolne rytmy. Później wystukiwałam je też rączką Amelci, co bardzo się jej spodobało.
I tym sposobem udało nam się dobić bezpiecznie do końca inhalacji.
Dzisiaj przy porannej inhalacji Amelka zaczęła uderzać rączką w stół i znacząco na mnie patrzyła... środę też mamy w związku z tym muzyczną :)

piątek, 10 lipca 2015

Wakacje w wersji.....chorobowej :(, ale też atrakcyjne

Niestety, mimo szczerych chęci nie mogę poświęcić starszakom tyle czasu, ile bym chciała. Amelka nam się pochorowała. Od miesiąca ma zmiany na oskrzelach, które pojawiają się i znikają. Przedwczoraj rentgen płuc i dzisiaj diagnoza- odoskrzelowe zapalenie płuc o podłożu astmastycznym :( Do tej pory leczyłam ją tylko inhalacjami, później lekarka włączyła syrop na kaszel, a teraz już niestety antybiotyk. Nie będe ryzykować, że wylądujemy w szpitalu. Martwię się, bo to jeszcze taka kruszynka :(  Oprócz kaszlu nie ma żadnych innych objawów- temperatura w normie, humorek jej dopisuje, po inhalacji jest zawsz osuchowo czysta.
Jeśli więc Wasze dziecko ma przewlekły kaszel, poproście o skierowanie na rtg płuc. Czasem lepiej trochę dziecko napromieniować, żeby je wreszcie skutecznie wyleczyć.

W międzyczasie coś się u nas dzieje, ale niewiele i bez zdjęć.
W ramach muzycznego wtorku i przyrodniczej środy (w poniedziałek starszaki dopiero wieczorem wróciły od dziadków) zaprosiliśmy do nas córeczkę sąsiadów i kuzyna moich łobuzów do nas na noc. Co w tym muzyczno-przyrodniczego?
Od początku. Mąż od roku przebąkiwał, że jak już będziemy mieli swój ogród to trzeba by przewietrzyć namiot. A mamy taki konkretny- moja corsa by tam spokojnie wjechała :) No i we wtorek rano wyjął go ze strychu i rozbił w ogródku. Od razu wpadliśmy na pomysł, żeby pozwolić dzieciakom tam nocować. Sąsiadka od razu straszyła burzą, ale prognozy pogody były bardziej optymistyczne, więc zapakowaliśmy dzieciaki do namiotu, w śpiworach i ....naiwnie sądziliśmy, że zasną :) Mąż siedział obok nich jak nadzorca więzienny i przewracał oczami po każdym "Siusiu", "Pić", "Muszę zapytać o coś mamę".
W końcu wpadłam na genialny pomysł i dałam dzieciom zadanie- słuchanie muzyki ogrodu :) Nie wolno im było nic mówić, tylko z zamkniętymi oczami nasłuchiwać wszystkich dźwików. To miała być tajemnica, co kto usłyszał. Zasnęli po 20 minutach :)
Po kolejnych 20 minutach mąż pojawił się w drzwiach tarasowych z dzieckiem na rękach. Po chwili z kolejnym. I tak przeniósł całą czwórkę do domu. Jak tylko wniósł ostatnie, rozpętała się taka burza, jakiej jeszcze nie widziałam. Z przerażeniem sprawdzaliśmy przez okno czy nam nie zwiało namiotu, baseniku albo roślin. Na szczęście obyło się bez żadnych strat, ale piorun oderzył gdzieś tak blisko nas, że przez chwilkę od huku zatkały mi się uszy! Pierwszy raz się chyba bałam burzy. Za oknem była taka zamieć, że prawie nic nie było widać, na zmianę z błyskawicami tak mocnymi, że wyglądało jakby był środek dnia.

Rano, kiedy banda się obudziła (zero pytań, skąd się wzięli w domu!), dałam im kartki i kredki (spokojnie, śniadanie też im dałam :)) i poleciłam narysować, co słyszeli w nocy w ogrodzie. I tu pojawił się problem- jak narysować świerszcza. Z pomocą przyszły nam książki o owadach. No to pociągneliśny trochę temat i sobie o nich poczytaliśmy. Dzięki temu, z muzycznego wtorku płynnie przeszliśmy do przyrodniczej środy :)

Wszyscy zgodnie stwierdzili, że usłyszeli świerszcze. Dziewczynki usłyszały też sowę (hm, nie jestem pewna), żurawie (słychać je cały czas :)), komary (tak, wierzę na słowo :)) i ciężarówki (doskonale znany element przyrody :). Dziwnym trafem nikt nie usłyszał wiatru..



Czwartek nam wypadł, z braku nastroju niestety. Za to piątek wyszedł wyśmienicie. Ale o tym jutro :)

P.S. Julka- Mamusiu, a wiesz co słyszałyśmy najgłośniej?
Ja- komary?
Julka- chłopaków

:)

środa, 1 lipca 2015

Wakacyjna szkoła 2015- muzyczny wtorek i przyrodnicza środa

Starszaki u dziadków na wakacjach, ale skoro zapraszam do wspólnej zabawy, głupio byłoby nic w tym temacie nie zrobić :) Okazuje się, że dla niemowlęcia też przyszło mi do głowy sporo pomysłów. Będziemy je dawkować, żeby wystarczyło na całe wakacje :)

Wczoraj słuchałyśmy więc Mozarta w wersji dla bobasków. Młoda była bardzo zaciekawiona i zaraz przeczołgała się w kierunku głośnika. Od razu mi się przypomniało, że mamy przecież całą kolekcję płyt dla bobasa. Polecam. Kiedy byłam w ciąży z Julką, koleżanka z pracy przegrała mi jedną z tych płyt, żebym mogła sobie przetestować. Wtedy jakoś mnie nie zachwyciło. Jednak kilka tygodni po urodzeniu Julki okazało się, że małej bardzo ta muzyczka przypadła do gustu. Od razu zamówiłam cały zestaw płyt. Do dzisiaj często są w użyciu. Nawet ja chętnie ich słucham, żeby się zrelaksować po stresującym dniu. Moim uczniom czasem włączam je w czasie prac plastycznych (na zmianę z muzyką klasyczną), a w jednej mojej klasie nawet raz w czasie sprawdzianu. Dzieci chciały sprawdzić, czy będzie im się łatwiej skupić przy muzyce. O wnioskach będzie kiedyś w osobnym poście, bo to temat na więcej czasu.

W każdym razie wczoraj słuchałyśmy z malutką Mozarta (nuciłam go potem do późnej nocy :)), wyklaskiwałyśmy rytm (od tygodnia ciągle robi "brawo", więc bardzo jej się spodobało). Nuciłam też jej, raz bardzo wysokiem, raz niskim głosem. Była bardzo zainteresowana. I tańczyła u mnie na rękach razem ze mną :) Było miło i wesoło. Czyli obalamy mit, że muzyka klasyczna jest nudna :)





Dzisiaj za to dzień przyrodniczy, więc znowu najprościej jak można, żeby dostosować zajęcia do możliwości półroczniaka- wyszłyśmy do ogródka (jak dobrze, że pogoda wreszcie jest łaskawsza).
Usiadłyśmy na macie i poznawałyśmy przyrodę wokół nas. Amelka jest jeszcze za malutka, żeby zachwycił ją ptaszek, motylek czy mrówka, ale uparcie sprawdzała czy trawa jest smaczna :)





Okazało się, że słoneczko razi w oczka :)





Wąchałyśmy lawendę i miętę.







Sprawdzałyśmy czy maliny są słodkie.





I jaką mają konsystencję..... :)
Przy okazji Amelka zaliczyła deserek ;)
Zmęczona wrażeniami przed chwilką zasnęła i słodko śni....na dworze, oczywiście :)