Blog trochę zasnął, ale mam dobre powody. Kto zagląda na mojego drugiego bloga ten już wie, że jeszcze w tym roku powiększy nam się rodzinka. Poza tym przenosimy się do własneho wymarzonego domku i jest to bardziej czaso i myślochłonne niż sądziłam. Ciągle mi się wydaje, że to już, a tu jeszcze tyle roboty!
Niestety, w związku z tym nie mam głowy do jakiś szczególnych zabaw z dziećmi. Co nie znaczy, że mają najgorsze wakacje w życiu. Kilka razy byliśmy nad jeziorem, dzieciaki były u jednych i drugich dziadków po kilka dni, basen na balkonie zaliczony, zjedli hektolitry lodów, tonę owoców i zaliczyli godziny zabawy z dziećmi z nowego i starego sąsiedztwa. Mimo to jest mi trochę przykro, że nie daliśmy rady zabrać ich w tym roku nad morze. Trudno, odbijemy sobie za rok :)
A tymczasem jednak coś się u nas dzieje tylko ciągle zapominam uwieczniać :)
Wczoraj pojechałam na zakupy, a kiedy wróciłam po godzinie, na tarasie rodziców zastałam napis z trawy:
Prawda, że to urocze? :)
Pliki do pobrania
Etykiety
eksperymenty
(37)
jestem mamą
(37)
prace plastyczne
(28)
przyroda wokół nas
(24)
piątki z eksperymentami
(23)
z papieru
(20)
prezenty
(17)
wiosna
(17)
zabawy na świeżym powietrzu
(17)
zmysły pracują
(17)
świat zwierząt
(16)
sposób na dziecko
(14)
miejsca na wycieczki
(13)
nauka czytania i pisania
(13)
polecam
(13)
zima
(13)
lato
(12)
wesoła matematyka
(12)
woda
(12)
dzieci w kuchni
(11)
Boże Narodzenie
(10)
igłą i nitką
(10)
recykling
(9)
rośliny
(9)
tekściory
(9)
Tatry z dziećmi
(8)
nowe doświadczenia
(8)
zabawy ruchowe
(8)
zabawy z niemowlęciem
(8)
zmysłowe piątki
(8)
Wielkanoc
(7)
farbami
(7)
kwiaty
(7)
niekoniecznie pędzlem
(7)
projekt tęcza
(7)
przygotowanie do czytania i pisania
(7)
Kosmiczny listopad
(6)
OK
(6)
Pomoce dydaktyczne
(6)
dla mamy
(6)
kosmos
(6)
kreatywne
(6)
zabawy z małym dzieckiem
(6)
dotyk
(5)
pisanie
(5)
wakacyjna szkoła 2015
(5)
wyklejanka
(5)
fotografia
(4)
kolorowe nutki
(4)
książki
(4)
smak
(4)
sprawdzenie wiedzy
(4)
słuch
(4)
Słońce
(3)
Ziemia
(3)
czytanie ze zrozumieniem
(3)
dla niejadka
(3)
jesień
(3)
kalendarz adwentowy
(3)
kartki
(3)
konspekty lekcji
(3)
patriotycznie
(3)
pomysły na w-f
(3)
projekty
(3)
równowaga
(3)
w mojej klasie
(3)
węch
(3)
zabawy dla pierwszaków
(3)
zabawy w domu
(3)
zabawy w szkole
(3)
zabawy ze słowami
(3)
ciąża
(2)
las
(2)
lekcja inaczej
(2)
mali rzeźbiarze
(2)
pisanie nie musi być nudne!
(2)
storyline
(2)
tutorial
(2)
układanki
(2)
wakacje
(2)
walentynki
(2)
wzrok
(2)
z komputerem za pan brat
(2)
zabawy integrujące
(2)
zdrowie
(2)
BuJo nauczanki
(1)
Nowy Rok
(1)
OK zeszyt
(1)
człowiek
(1)
escape room
(1)
gry komputerowe
(1)
gry na lekcjach
(1)
gry planszowe
(1)
inne
(1)
jak się uczyć
(1)
lalki
(1)
lapbook
(1)
mała fizyka
(1)
mikołąjki
(1)
mnemotechniki
(1)
noc naukowców
(1)
ogień
(1)
origami
(1)
pamięć
(1)
pojazdy
(1)
postanowienia
(1)
powietrze
(1)
warzywa
(1)
wyzwania
(1)
zabawy dla maluchów
(1)
zabawy z angielskim
(1)
zabawy z muzyką
(1)
zasady w klasie
(1)
zwierzęta
(1)
życie z nastolatką
(1)
sobota, 16 sierpnia 2014
poniedziałek, 23 czerwca 2014
niedziela, 22 czerwca 2014
Niech pokochają marchewkę
Krzysiu lubi, Julka nie chce tknąć? Co tu zrobić, kiedy na obiad rosół? Wykorzystać pomysł podpatrzony na weselu u siostry :) Wszyscy jedli marchewkę, bez grymaszenia.
poniedziałek, 26 maja 2014
Zawieszki dla śwętego spokoju
Miałam to zrobić przed Dniem Matki i podrzucić Wam fajny, sprawdzony już pomysł, ale niestety Julka mi się rozchorowała i cały tydzień nie było mnie w pracy. W związku z tym prezenty dla mam robiliśmy dopiero dzisiaj. Więc podpowiadam na przyszły rok, albo na dzień taty :)
Rozmawiałam z klasą na temat naszych mam, jak ciężko pracują, że potrzebują odpoczynku. Potem dałam dzieciom zawieszki do odrysowania, wycięcia i ozdobienie. Oczywiście, trzeba było też wykonać ładny napis. Na początku było ciężko, bo dzieci nie rozumiały, że sama zawieszka to nie laurka i wymyślały napisy w stylu "Kocham Cię, mamo!". Po kolejnym wyjaśnieniu i pokazie na drzwiach (też kolejnym), zakumali i zaczęli podawać ciekawe pomysły:
Uwaga! Mama odpoczywa.
Cisza! Mama śpi!
Strefa ciszy i relaksu.
Czas na przytulaski!
Można wejść.
Mama pracuje. Nie przeszkadzać.
Do kompletu dzieci wykonały kartki, do których wkleiły wierszyk (mojego autorstwa, dodam nieskromnie :) ).
Mało czasu ma dla siebie moja droga mama.
Przecież co dzień pracy pełno jest od rana.
Więc z okazji Dnia Mamusi wręczę jej karteczkę
Aby mogła w ciszy odpocząć troszeczkę.
Kiedy ta zawieszka na klamce zawiśnie
Żadne dziecko w domu słowa już nie piśnie
Bo to znak dla dzieci, kiedy kartka wisi
Że mamusia w domu potrzebuje ciszy.
A tu nasze komplety:
Rozmawiałam z klasą na temat naszych mam, jak ciężko pracują, że potrzebują odpoczynku. Potem dałam dzieciom zawieszki do odrysowania, wycięcia i ozdobienie. Oczywiście, trzeba było też wykonać ładny napis. Na początku było ciężko, bo dzieci nie rozumiały, że sama zawieszka to nie laurka i wymyślały napisy w stylu "Kocham Cię, mamo!". Po kolejnym wyjaśnieniu i pokazie na drzwiach (też kolejnym), zakumali i zaczęli podawać ciekawe pomysły:
Uwaga! Mama odpoczywa.
Cisza! Mama śpi!
Strefa ciszy i relaksu.
Czas na przytulaski!
Można wejść.
Mama pracuje. Nie przeszkadzać.
Do kompletu dzieci wykonały kartki, do których wkleiły wierszyk (mojego autorstwa, dodam nieskromnie :) ).
Mało czasu ma dla siebie moja droga mama.
Przecież co dzień pracy pełno jest od rana.
Więc z okazji Dnia Mamusi wręczę jej karteczkę
Aby mogła w ciszy odpocząć troszeczkę.
Kiedy ta zawieszka na klamce zawiśnie
Żadne dziecko w domu słowa już nie piśnie
Bo to znak dla dzieci, kiedy kartka wisi
Że mamusia w domu potrzebuje ciszy.
A tu nasze komplety:
środa, 21 maja 2014
Rosnąć jak na drożdżach
Dawno nas tu nie było. No niestety czas nie jest z gumy. A szkoda, bo tyle ciekawych rzeczy mogłabym jeszcze zrobić z dzieciakami.
Tymczasem w szkole rozmawialiśmy o rodzinie i pojawiło nam się powiedzonko "Rosnąć jak na drożdżach". Postanowiliśmy sprawdzić czy drożdże rzeczywiście tak rosną.
Zaczęłam od rozmowy, w czasie której dzieci doszły do tego, że drożdże, żeby urosnąć potrzebują cukru i ciepła. Droga do tych wniosków była wyboista i kręta :)
- Piekarnika!!!- krzyczał jeden
- Ale nie mamy w klasie piekarnika- to ja
- Kaloryfer- krzyczała druga
- Sprawdź czy grzeje - zachęciłam
- Nie- zawiedziona mina
- Słońce- entuzjazm powrócił
Rzut oka za okno i entuzjazm umarł śmiercią naturalną (burzową, można by rzec :) )
- A co nam daje piekarnik, kaloryfer i Słońce?- podpowiadam
- Ciepło - Jest! Idziemy do przodu.
- A skąd to ciepło możemy wziąć w klasie?- drążę dalej
Chwila milczenia
- Rozejrzyjcie się, z czego możemy skorzystać w klasie
- Czajnik elektryczny!!!! Możemy nalać ciepłej wody.
Droga do cukru była równie trudna, ale daliśmy radę :)
Ba, doszliśmy jeszcze do wniosku, że dzieci tez potrzebują ciepła i słodyczy, żeby zdrowo rosnąć :) Od razu zaznaczam- mówiliśmy o słodyczach typu przytulaski i całuski :)
Potem zaczęło się dziać....
Podzieliłam klasę na dwie grupy (błąd- następnym razem podzielę na 4). Każdej grupie dałam słoik, łyżkę, pół kostki drożdży. Zanim dałam im inne produkty, poprosiłam, by wszystkie dzieci w grupie powąchały, rozkruszyły w palcach, a jeśli chcą, to posmakowały drożdży. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy dzieci powiedziały mi, że nigdy wcześniej nie widziały drożdży. I była to bardzo duża część klasy.
Następnie przypomnieliśmy sobie z dziećmi, czego potrzebują drożdże, żeby rosnąć. Dzieląc się obowiązkami w grupach pokruszyli drożdże, wsypali do słoika, dodali 5 łyżek mąki, łyżkę cukru, dolali ciepłej wody, wymieszali, zaznaczyli linię, dokąd mikstura sięgała w słoiku i odstawili na szafkę z tyłu sali.
Radość z faktu, że drożdże zaczęły rosnąć, zanim jeszcze słoik stanął na docelowym miejscu- bezcenna. Reszta lekcji z głowy, bo drożdży było coraz więcej i więcej, aż w końcu....a, sami zobaczcie :)
Tymczasem w szkole rozmawialiśmy o rodzinie i pojawiło nam się powiedzonko "Rosnąć jak na drożdżach". Postanowiliśmy sprawdzić czy drożdże rzeczywiście tak rosną.
Zaczęłam od rozmowy, w czasie której dzieci doszły do tego, że drożdże, żeby urosnąć potrzebują cukru i ciepła. Droga do tych wniosków była wyboista i kręta :)
- Piekarnika!!!- krzyczał jeden
- Ale nie mamy w klasie piekarnika- to ja
- Kaloryfer- krzyczała druga
- Sprawdź czy grzeje - zachęciłam
- Nie- zawiedziona mina
- Słońce- entuzjazm powrócił
Rzut oka za okno i entuzjazm umarł śmiercią naturalną (burzową, można by rzec :) )
- A co nam daje piekarnik, kaloryfer i Słońce?- podpowiadam
- Ciepło - Jest! Idziemy do przodu.
- A skąd to ciepło możemy wziąć w klasie?- drążę dalej
Chwila milczenia
- Rozejrzyjcie się, z czego możemy skorzystać w klasie
- Czajnik elektryczny!!!! Możemy nalać ciepłej wody.
Droga do cukru była równie trudna, ale daliśmy radę :)
Ba, doszliśmy jeszcze do wniosku, że dzieci tez potrzebują ciepła i słodyczy, żeby zdrowo rosnąć :) Od razu zaznaczam- mówiliśmy o słodyczach typu przytulaski i całuski :)
Potem zaczęło się dziać....
Podzieliłam klasę na dwie grupy (błąd- następnym razem podzielę na 4). Każdej grupie dałam słoik, łyżkę, pół kostki drożdży. Zanim dałam im inne produkty, poprosiłam, by wszystkie dzieci w grupie powąchały, rozkruszyły w palcach, a jeśli chcą, to posmakowały drożdży. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy dzieci powiedziały mi, że nigdy wcześniej nie widziały drożdży. I była to bardzo duża część klasy.
Następnie przypomnieliśmy sobie z dziećmi, czego potrzebują drożdże, żeby rosnąć. Dzieląc się obowiązkami w grupach pokruszyli drożdże, wsypali do słoika, dodali 5 łyżek mąki, łyżkę cukru, dolali ciepłej wody, wymieszali, zaznaczyli linię, dokąd mikstura sięgała w słoiku i odstawili na szafkę z tyłu sali.
Radość z faktu, że drożdże zaczęły rosnąć, zanim jeszcze słoik stanął na docelowym miejscu- bezcenna. Reszta lekcji z głowy, bo drożdży było coraz więcej i więcej, aż w końcu....a, sami zobaczcie :)
wtorek, 15 kwietnia 2014
Sposób na sprzątanie
Co zrobić, jeśli dzieci mają bałagan w pokoju, a mama się zawzięła, że nie posprząta za nich?
Otóż jest taki jeden, magiczny sposób. U nas zadziałało, więc polecam :)
Tzw. checklist- lista do odhaczania. Krzyś uwielbia odhaczać :)
Wersja dla Krzysia- z rysunkami, dla Julka pisana.
Otóż jest taki jeden, magiczny sposób. U nas zadziałało, więc polecam :)
Tzw. checklist- lista do odhaczania. Krzyś uwielbia odhaczać :)
Wersja dla Krzysia- z rysunkami, dla Julka pisana.
czwartek, 10 kwietnia 2014
Angielskie kleksy
Tak, u nas były angielskie, bo posłużyły mi do poćwiczenia z córeczką koleżanki konstrukcji "It looks like..." :) Jak widać, nawet do nauki języka można wykorzystać inne techniki plastyczne, a nie tylko rysowanie.
Na środek złożonej na pół kartki nalewałam kropelkę tuszu kreślarskiego (chyba lepiej użyć farby, bo tak nie brudzi), a Zuzia składała kartkę na pół i paluszkami (po chwili czarnymi) rozprowadzała tusz w dowolny sposób. Potem szybko (bo tusz wysycha) otwierałyśmy kartkę i Zuzia mówiła po angielsku, co jej przypomina ten rysunek. Niby nic, ale bez oporów układała i zapisywała zdania po angielsku, co zazwyczaj czyni niechętnie.
Na środek złożonej na pół kartki nalewałam kropelkę tuszu kreślarskiego (chyba lepiej użyć farby, bo tak nie brudzi), a Zuzia składała kartkę na pół i paluszkami (po chwili czarnymi) rozprowadzała tusz w dowolny sposób. Potem szybko (bo tusz wysycha) otwierałyśmy kartkę i Zuzia mówiła po angielsku, co jej przypomina ten rysunek. Niby nic, ale bez oporów układała i zapisywała zdania po angielsku, co zazwyczaj czyni niechętnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















