czwartek, 3 października 2013

Pseudogrzybobranie

Dwa tygodnie temu w niedzielny wczesny poranek (czyt.10.30) podjęliśmy spontaniczną decyzję o wypadzie na grzyby. Taki był plan, ale ze względu na brak grzybów (po kilku godzinach chodzenia po lesie grzybki ledwo przykrywały dno koszyka) musieliśmy nieco zweryfikować nasze plany. Z grzybobrania zrobił nam się przyrodniczy spacer po lesie :) Dzieciaki zadowolone i dotlenione. Czego chcieć więcej w słoneczny jesienny weekend?
 "Mama, weź go na rękę, bo chcę go pogłaskać" :)
 "Ja pierwszy znalazłem grzybka!"

 "Te pewnie tez niejadalne"
 Ale warto im się przyjrzeć...
 Takie tam z zieloną szyszką :)
 "Mama, zobacz! Grzybek w kształcie smoczka. Zrób nam zdjęcie."

 Widzicie, co tu znaleźliśmy?


 "Chyba słyszałam dzięcioła"
 Nareszcie!


 Tak nam się cwaniaki chowały.
 A tu pająk. Jeden z  tych, w które prawie weszliśmy nosem :) To ten aspekt grzybobrania, za którym specjalnie nie przepadam.




Fajnie było. Musimy to powtórzyć na wiosnę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz