Ten post miał się pokazać w poniedziałek, ale nie miałam czasu dotrzeć do komputera. Dzisiaj się zbuntowałam i odmówiłam robienia czegokolwiek, z okazji Dnia Mamy. A co, cały tydzień biegam, żeby inni byli zadowoleni, to teraz pora na mój relaks :)
Ale zanim zaczęłam się relaksować, dopilnowałam, żeby mamy moich uczniów dostały dzisiaj upominki. Moja klasa w tym roku szyła broszki w kształcie kwiatów. Niektóre wyszły naprawdę prześliczne. Inne mogłoby być nieco bardziej dopracowane, ale nie udało mi się zmotywować wszystkich uczniów moją płomienną przemową, że dla mamy warto się postarać, bo ona się dla nas stara codziennie. Od dwóch uczniów usłyszałam, że oni i tak kupią mamie coś w sklepie....
Na szczęście, większość dzieci się postarała i uszyła dla mam śliczne broszki. Inspirowaliśmy się zdjęciami z internetu, ale nie narzucałam dzieciom żadnego wzoru. Sami decydowali, projektowali i szyli.
Pliki do pobrania
Etykiety
eksperymenty
(37)
jestem mamą
(37)
prace plastyczne
(28)
przyroda wokół nas
(24)
piątki z eksperymentami
(23)
z papieru
(20)
prezenty
(17)
wiosna
(17)
zabawy na świeżym powietrzu
(17)
zmysły pracują
(17)
świat zwierząt
(16)
sposób na dziecko
(14)
miejsca na wycieczki
(13)
nauka czytania i pisania
(13)
polecam
(13)
zima
(13)
lato
(12)
wesoła matematyka
(12)
woda
(12)
dzieci w kuchni
(11)
Boże Narodzenie
(10)
igłą i nitką
(10)
recykling
(9)
rośliny
(9)
tekściory
(9)
Tatry z dziećmi
(8)
nowe doświadczenia
(8)
zabawy ruchowe
(8)
zabawy z niemowlęciem
(8)
zmysłowe piątki
(8)
Wielkanoc
(7)
farbami
(7)
kwiaty
(7)
niekoniecznie pędzlem
(7)
projekt tęcza
(7)
przygotowanie do czytania i pisania
(7)
Kosmiczny listopad
(6)
OK
(6)
Pomoce dydaktyczne
(6)
dla mamy
(6)
kosmos
(6)
kreatywne
(6)
zabawy z małym dzieckiem
(6)
dotyk
(5)
pisanie
(5)
wakacyjna szkoła 2015
(5)
wyklejanka
(5)
fotografia
(4)
kolorowe nutki
(4)
książki
(4)
smak
(4)
sprawdzenie wiedzy
(4)
słuch
(4)
Słońce
(3)
Ziemia
(3)
czytanie ze zrozumieniem
(3)
dla niejadka
(3)
jesień
(3)
kalendarz adwentowy
(3)
kartki
(3)
konspekty lekcji
(3)
patriotycznie
(3)
pomysły na w-f
(3)
projekty
(3)
równowaga
(3)
w mojej klasie
(3)
węch
(3)
zabawy dla pierwszaków
(3)
zabawy w domu
(3)
zabawy w szkole
(3)
zabawy ze słowami
(3)
ciąża
(2)
las
(2)
lekcja inaczej
(2)
mali rzeźbiarze
(2)
pisanie nie musi być nudne!
(2)
storyline
(2)
tutorial
(2)
układanki
(2)
wakacje
(2)
walentynki
(2)
wzrok
(2)
z komputerem za pan brat
(2)
zabawy integrujące
(2)
zdrowie
(2)
BuJo nauczanki
(1)
Nowy Rok
(1)
OK zeszyt
(1)
człowiek
(1)
escape room
(1)
gry komputerowe
(1)
gry na lekcjach
(1)
gry planszowe
(1)
inne
(1)
jak się uczyć
(1)
lalki
(1)
lapbook
(1)
mała fizyka
(1)
mikołąjki
(1)
mnemotechniki
(1)
noc naukowców
(1)
ogień
(1)
origami
(1)
pamięć
(1)
pojazdy
(1)
postanowienia
(1)
powietrze
(1)
warzywa
(1)
wyzwania
(1)
zabawy dla maluchów
(1)
zabawy z angielskim
(1)
zabawy z muzyką
(1)
zasady w klasie
(1)
zwierzęta
(1)
życie z nastolatką
(1)
czwartek, 26 maja 2016
piątek, 13 maja 2016
Nauka organizowania swojego czasu pracy
Od czasu do czasu, lubię inaczej organizować dzień w szkole. Zamiast narzucać dzieciom zadania, daję je do wyboru. W dodatku ograniczam czas pracy, ale to uczniowie sami decydują o tym, ile z tego czasu przeznaczą na poszczególne zadania, a ile na zabawę czy drugie śniadanie. Sami decydują także czy pracują samodzielnie, w parach czy w grupach. Dzięki temu motywacja wewnętrzna moich uczniów wzrasta. Czują się odpowiedzialni za swoją pracę, więc większość z nich wykonuje ją porządniej niż kiedy jest to narzucone odgórnie zadanie. Uczą się też takiego zaplanowania swoich działań, żeby zdążyć ze wszystkim.
Dzisiejsze zajęcia dotyczyły dwóch tematów: ochrony lasów i obliczania obwodów figur.
Podzieliłam salę, ustawiając stoliki w dwóch grupach. Na jednym stoliku dzieci pracowały nad obwodami, na drugim nad lasem. Na każdym stoliku były 3 zadania do wyboru, o różnym poziomie trudności.
Zaczęliśmy jak zwykle, od ustalenia zasad. Omawiając je, pisałam skrótami informacje na tablicy.
Czas na pracę- 90 minut
liczba zadań do wykonania: 3 karty pracy (przy czym nie mogły to być 3 karty z tego samego stolika)
Sami wybierali:
- karty pracy
- kolejność ich wykonania
- z kim pracują
- czas na przerwy
Na końcu przypomniałam o pracy w ciszy, żeby nie przeszkadzać sobie nawzajem. Do tej pory z tym był właśnie największy problem. Dzisiaj było o niebo lepiej, chociaż nadal nie idealnie. Część dzieci wykonała zadania bardzo szybko (i niestety, byle jak), a później grała w gry planszowe, więc musiałam ich uciszać.
Zajęcia wyszły, jak zwykle przy takiej pracy, bardzo dobrze. Zdecydowana większość uczniów wykonała zadania poprawnie i bardzo kreatywnie. Z każda próbą wychodzi nam to coraz lepiej.
Myślę jeszcze o całych zajęciach przygotowanych w podobny sposób, ale z materiałami z samokontrolą. Przyjdzie na to czas. Na razie jestem zadowolona z dzisiejszej lekcji. Przestane, kiedy usiądę jutro do pisania komentarzy do prac :)
linki do materiałów na temat warstw lasu: http://www.scholaris.pl/resources/run/id/103598
http://www.epodreczniki.pl/reader/c/239776/v/1/t/student-canon/m/KL3_ORE_V7_JESIEN_3_1_04_017_p3
Dzisiejsze zajęcia dotyczyły dwóch tematów: ochrony lasów i obliczania obwodów figur.
Podzieliłam salę, ustawiając stoliki w dwóch grupach. Na jednym stoliku dzieci pracowały nad obwodami, na drugim nad lasem. Na każdym stoliku były 3 zadania do wyboru, o różnym poziomie trudności.
Zaczęliśmy jak zwykle, od ustalenia zasad. Omawiając je, pisałam skrótami informacje na tablicy.
Czas na pracę- 90 minut
liczba zadań do wykonania: 3 karty pracy (przy czym nie mogły to być 3 karty z tego samego stolika)
Sami wybierali:
- karty pracy
- kolejność ich wykonania
- z kim pracują
- czas na przerwy
Na końcu przypomniałam o pracy w ciszy, żeby nie przeszkadzać sobie nawzajem. Do tej pory z tym był właśnie największy problem. Dzisiaj było o niebo lepiej, chociaż nadal nie idealnie. Część dzieci wykonała zadania bardzo szybko (i niestety, byle jak), a później grała w gry planszowe, więc musiałam ich uciszać.
Zajęcia wyszły, jak zwykle przy takiej pracy, bardzo dobrze. Zdecydowana większość uczniów wykonała zadania poprawnie i bardzo kreatywnie. Z każda próbą wychodzi nam to coraz lepiej.
Myślę jeszcze o całych zajęciach przygotowanych w podobny sposób, ale z materiałami z samokontrolą. Przyjdzie na to czas. Na razie jestem zadowolona z dzisiejszej lekcji. Przestane, kiedy usiądę jutro do pisania komentarzy do prac :)
linki do materiałów na temat warstw lasu: http://www.scholaris.pl/resources/run/id/103598
http://www.epodreczniki.pl/reader/c/239776/v/1/t/student-canon/m/KL3_ORE_V7_JESIEN_3_1_04_017_p3
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Ogłoszenia na wesoło
Pisanie nie musi być nudne! Szczególnie, jeśli w trzeciej klasie na okrągło utrwala się poznane formy wypowiedzi. Dzisiaj na warsztat wzięłam kolejny raz ogłoszenie. Podporządkowałam pod nie całą lekcję. A pomysł przyszedł mi do głowy, jak zwykle, podczas przyrządzanie 30 zrazów na komunię Julki (za 2 tygodnie, więc czas goni).
Lekcję rozpoczęłam jak zwykle w poniedziałek od zabawy "Co nowego, co dobrego". Szybka rundka pozwala dzieciom wygadać się, pochwalić, co się u nich działo w weekend. Zawsze na końcu jestem ja. No to zaczęłam "Przez cały weekend gotowałam i jestem trochę zmęczona, ale zadowolona, bo wyszły mi pyszne....te...no, takie...., e.... zapomniałam...". Śmieszki.....
Włączyłam rzutnik. W klasie zrobiło się cicho. Na ekranie pojawiło się moje ogłoszenie:
Dzieci przeczytały je po cichu i zaczęły się śmiać. Słowo się nie znalazło, ale wprowadzenie do zajęć było ciekawe. Wyjaśniłam, że dzisiaj będziemy pisać ogłoszenia. Na ekranie pojawiło się nacobezu, czyli kryteria sukcesu, w języku okejowym.
Omówiliśmy je, po czym poprosiłam uczniów, żeby ustawili się w kolejce. Każdy dostał swoja "zgubę", czyli kartkę z przypisaną zagubioną rzeczą. To właśnie jej miało dotyczyć ich ogłoszenie.
Każda kolejna kartka powodowała wybuch śmiechu w klasie. Wśród zagubionych rzeczy pojawiły się między innymi:
-brudne skarpetki
-dziurawe spodnie
-majtki w serduszka
-krokodyl
-niedźwiedź polarny
-klucz do Krainy Fantazji
-kiełbaska z grilla
-zepsuty parasol
Uff, jak dobrze mieć bujną wyobraźnię :)
Dzieci ochoczo zabrały się do pracy, upewniając się najpierw, ku mojej uciesze, że ogłoszenie nie musi zawierać prawdziwych danych.
Po napisaniu prac, zapytałam dzieci, jak im się podobał dzisiejszy początek lekcji i zadanie. Zebrałam same pozytywne opinie i prośbę, żeby tak było częściej.
Same prace uczniów były różne. Zdecydowana większość była zwykłym ogłoszeniem. Znalazły się jednak także "perełki", na które czekałam. Ta spodobała mi się najbardziej. Oczywiście, zdjęcie przedstawia pracę przed naniesieniem moich poprawek, ale i tak jest to najładniejsza praca w klasie.
W głowie już mam kilka pomysłów na lekcję powtórzeniową z opisem :)
P.S. Mam dzisiaj zastępstwo za koleżankę w równoległej klasie. Poprosiła o taką samą lekcję. Nie chciałam powtarzać tych samych zgub, więc poszerzyłam listę o kilka nowości:
- sztuczna szczęka
- 3 brudne patyczki do uszu
- nadgryziona kanapka
- rękawiczka bez pary
- anakonda
- zasmarkana chusteczka
- pognieciona kartka
- zgniłe jabłko
- szczur
- poczucie humoru
Z niecierpliwością czekam aż skończą pisać :)
Lekcję rozpoczęłam jak zwykle w poniedziałek od zabawy "Co nowego, co dobrego". Szybka rundka pozwala dzieciom wygadać się, pochwalić, co się u nich działo w weekend. Zawsze na końcu jestem ja. No to zaczęłam "Przez cały weekend gotowałam i jestem trochę zmęczona, ale zadowolona, bo wyszły mi pyszne....te...no, takie...., e.... zapomniałam...". Śmieszki.....
Włączyłam rzutnik. W klasie zrobiło się cicho. Na ekranie pojawiło się moje ogłoszenie:
Omówiliśmy je, po czym poprosiłam uczniów, żeby ustawili się w kolejce. Każdy dostał swoja "zgubę", czyli kartkę z przypisaną zagubioną rzeczą. To właśnie jej miało dotyczyć ich ogłoszenie.
Każda kolejna kartka powodowała wybuch śmiechu w klasie. Wśród zagubionych rzeczy pojawiły się między innymi:
-brudne skarpetki
-dziurawe spodnie
-majtki w serduszka
-krokodyl
-niedźwiedź polarny
-klucz do Krainy Fantazji
-kiełbaska z grilla
-zepsuty parasol
Uff, jak dobrze mieć bujną wyobraźnię :)
Dzieci ochoczo zabrały się do pracy, upewniając się najpierw, ku mojej uciesze, że ogłoszenie nie musi zawierać prawdziwych danych.
Po napisaniu prac, zapytałam dzieci, jak im się podobał dzisiejszy początek lekcji i zadanie. Zebrałam same pozytywne opinie i prośbę, żeby tak było częściej.
Same prace uczniów były różne. Zdecydowana większość była zwykłym ogłoszeniem. Znalazły się jednak także "perełki", na które czekałam. Ta spodobała mi się najbardziej. Oczywiście, zdjęcie przedstawia pracę przed naniesieniem moich poprawek, ale i tak jest to najładniejsza praca w klasie.
W głowie już mam kilka pomysłów na lekcję powtórzeniową z opisem :)
P.S. Mam dzisiaj zastępstwo za koleżankę w równoległej klasie. Poprosiła o taką samą lekcję. Nie chciałam powtarzać tych samych zgub, więc poszerzyłam listę o kilka nowości:
- sztuczna szczęka
- 3 brudne patyczki do uszu
- nadgryziona kanapka
- rękawiczka bez pary
- anakonda
- zasmarkana chusteczka
- pognieciona kartka
- zgniłe jabłko
- szczur
- poczucie humoru
Z niecierpliwością czekam aż skończą pisać :)
wtorek, 19 kwietnia 2016
Zegar daltoński- DIY
Na warsztatach dla nauczycieli, jedna z nauczycielek wspomniała o zegarze daltońskim. Pokazała nam zdjęcia swojego zegara i podała cenę oryginalnego. Dokładnie w tej samej sekundzie w mojej głowie powstało DIY dla Was :) Bo to, że MUSZĘ mieć taki zegar w swojej klasie nie podlegało dyskusji. I rzeczywiście, zegar wykonałam dwa dni później i teraz służy mojej klasie. Dzieciakom od razu przypadł do gustu i lubią z niego korzystać. Sami mi o nim przypominają, jeśli się zagapię.
Po co taki zegar? Żeby ułatwić dzieciom pracę i żeby zdyscypinować klasę. Kiedy dajemy dzieciom czas na wykonanie zadania, ustawiamy zegar i dzieciom jest łatwiej kontrolować upływ czasu niż na zwykłym zegarze, dzięki czemu się mniej stresują. Oczywiście, można by tu dyskutować, bo przecie chcemy, żeby nasi uczniowie znali się na zwykłym zegarze, ale jedno nie wyklucza drugiego. W mojej sali wiszą oba zegary i z obu korzystamy. Poza tym zegar daltoński sprzyja większemu skupieniu na pracy niż na liczeniu, o której godzinie upłynie czas przeznaczony na zadanie.
Żeby wykonać taki zegar, potrzebujemy:
- stary zegar ścienny (lub nowy ze sklepu, ale po co przepłacać :))
- papier kolorowy: czerwony, zielony, niebieski, żółty
- tekturę
-taśmę dwustronną, klej, nożyczki
- czarny marker
-śrubokręt
Wykonanie:
1. Rozkręcamy stary zegar.
2. Odrysowujemy na tekturze tarczę zegara i dzielimy ją na części: połowa, ćwierć, 10 minut i 5 minut. Ja skorzystałam z tarczy oryginalnego zegara przy zaznaczaniu.
3. Wycinamy odpowiednie części koła z kolorowego papieru. Na środku wycinamy dziurkę na wskazówki. Wskazówkę godzinną wyrzucamy, bo nie będziemy jej używać. Niezbędna jest minutówka. Sekundówka będzie miłym dodatkiem, ale nie jest konieczna. Pomaga przede wszystkim rozstrzyc, czy zegar rzeczywiście chodzi :)
4. Czarnym markerem oznaczamy odpowiednio tarczę. Jeśli nasza wskazówka jest w takim samym kolorze, jak jedna z części tarczy (u mnie była czerwona i słabo widoczna przy 5 minutach), kolorujemy ją tymże markerem.
4. Przyklejamy nową tarczę przy pomocy taśmy dwustronnej.
5. Skręcamy zegar.
6. Wieszamy w widocznym miejscu sali i używamy :)
Po co taki zegar? Żeby ułatwić dzieciom pracę i żeby zdyscypinować klasę. Kiedy dajemy dzieciom czas na wykonanie zadania, ustawiamy zegar i dzieciom jest łatwiej kontrolować upływ czasu niż na zwykłym zegarze, dzięki czemu się mniej stresują. Oczywiście, można by tu dyskutować, bo przecie chcemy, żeby nasi uczniowie znali się na zwykłym zegarze, ale jedno nie wyklucza drugiego. W mojej sali wiszą oba zegary i z obu korzystamy. Poza tym zegar daltoński sprzyja większemu skupieniu na pracy niż na liczeniu, o której godzinie upłynie czas przeznaczony na zadanie.
Żeby wykonać taki zegar, potrzebujemy:
- stary zegar ścienny (lub nowy ze sklepu, ale po co przepłacać :))
- papier kolorowy: czerwony, zielony, niebieski, żółty
- tekturę
-taśmę dwustronną, klej, nożyczki
- czarny marker
-śrubokręt
Wykonanie:
1. Rozkręcamy stary zegar.
2. Odrysowujemy na tekturze tarczę zegara i dzielimy ją na części: połowa, ćwierć, 10 minut i 5 minut. Ja skorzystałam z tarczy oryginalnego zegara przy zaznaczaniu.
3. Wycinamy odpowiednie części koła z kolorowego papieru. Na środku wycinamy dziurkę na wskazówki. Wskazówkę godzinną wyrzucamy, bo nie będziemy jej używać. Niezbędna jest minutówka. Sekundówka będzie miłym dodatkiem, ale nie jest konieczna. Pomaga przede wszystkim rozstrzyc, czy zegar rzeczywiście chodzi :)
4. Czarnym markerem oznaczamy odpowiednio tarczę. Jeśli nasza wskazówka jest w takim samym kolorze, jak jedna z części tarczy (u mnie była czerwona i słabo widoczna przy 5 minutach), kolorujemy ją tymże markerem.
4. Przyklejamy nową tarczę przy pomocy taśmy dwustronnej.
5. Skręcamy zegar.
6. Wieszamy w widocznym miejscu sali i używamy :)
wtorek, 5 kwietnia 2016
niedziela, 27 marca 2016
piątek, 25 marca 2016
Pomysły na prezenty
Rok temu w mojej rodzinie był wysyp dzieci. Dosłownie. W przeciągu roku i dwóch tygodni urodziła się 4 dzieci (moje dwie siostry, szwagierka i ja). Przy każdym chrzcinach i roczku zastanawiałam się długo nad prezentem. I tak przyszedł mi do głowy pomysł na tego posta.
Nasze prezentowe hiciory dla maluszka:
Konik na biegunach- sprawdził się przy całej mojej trójce. Julce kupiliśmy go na roczek i była zachwycona. Później przejął go Krzyś i po trzech latach użytkowania konika trzeba było zutylizować, bo niewiele z niego zostało :) Melka dostała od chrzestnego na roczek swojego konika i ujeżdża go cała trójka. Młoda potrafi już sama się na nim bujać i zejść. Naśladuje też dźwięki wydawane przez konika i doskonale wie, gdzie nadusić, żeby je usłyszeć.
Przy zakupie konika, oprócz estetyki jego wykonania, warto zwrócić uwagę również na to czy jest stabilny (nie przewróci się łatwo na boki ani do przodu czy tyłu), czy siodło się nie obraca (dziecko może razem z nim zjechać z konika), czy uchwyt na głowie będzie dla dziecka wygodny.
Wózek dla lalki/ pchacz- Melka uwielbia lalki. Ciągle je nosiła pod pachą, więc kupiliśmy jej wózeczek. Długo go szukałam, bo chciałam, żeby spełniał kilka warunków:
- był estetycznie wykonany
- nie z plastiku
- niski, bo dla roczniaczka
- stabilny, bo miał służyć również jako pomoc w nauce chodzenia
- nie miał nas zrujnować finansowo :)
Udało się. Wózeczek kupiłam na allegro. Mam do niego dwa zastrzeżenia- przyszedł w częściach i nie wszystkie dziurki pasowały do śrubek (tatuś miał zabawę) i dwie części ciągle wypadały. Na szczęście po użycoiu kleju do drewna, wózek jest idealny. Melka uwielbia chodzić z nim na spacerki i taranować stół w salonie. Uparcie wjeżdża w jedną nogę....
Rodzinna sesja foto- coraz modniejszy prezent. Trzeba się tylko zorientować, czy obdarowani rodzice mają na to ochotę. Poza tym fajny pomysł.
(Nasze zdjęcia nie są od fotografa, bo nikt nie wpadł na ten pomysł, niestety, a nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Pstrykałam więc sama, ile wlezie i uwielbiam te zdjęcia :))
Książeczki- powiecie, że każdy maluszek dostaje książeczki. Ale nie takie, jakie dostała Melka. Moja siostra kupiła jej na roczek zestaw 4 książek, którę posłużą nam przez kilka lat. A potem je zabiorę do pracy, bo mam pomysł jak je wykorzystać w nauczaniu początkowym :) Ale o naszych książeczkach napiszę przy innej okazji.
W sklepach jest szeroka oferta takich wyjąkowych książeczek. Trzeba tylko trochę poszukać. Warto pytać w księgarniach, a nie tylko w sklepach z artykułami dla dzieci, gdzie asortyment jest mocno ograniczony.
Ciekawe są książeczki wydające dźwięki, w ruchomymi elementami, ze zdjęciami dziecka jako głównego bohatera albo modne ostatnio qiuetbooki, czyli książeczki z tkaniny, w których czeka pełno niespodzianek. Plusem tych ostatnich jest możliwość zamówienia imienia dziecka na okładce.
Taką uszyłam parę miesięcy temu dla małej Anulki. Tu ruchomych elementów jest niewiele, bo miałam się skupić bardziej na kolorach i fakturach tkanin.
Rowerek- roczkowy standard :) Nasz jest świetny- stabilny, z daszkiem, rączką do prowadzenia, która może skręcać rowerkiem, dzwonkiem (To jest atrakcja!), koszyczkiem na drobiazgi, pasami bezpieczeństwa (ważne dla maluszka), pedałami, które można unieruchomić i wtedy dziecko trzyma nóżki na podkładce. Małej bardzo się podoba. Czas na testy na dworze. Na razie kursuje po domu.
Garnuszek na klocuszek- zabawka niezniczszalna. Amelka ma ją po Julce, która użyczyła zabawki Krzysiowi i dwóm kuzynom. Piąte dziecko (żadne nie było zbyt delikatne), kilka nadepnięć na klocki w nocy (a lekka to ja nie jestem), a zabawka wciąż wygląda prawie jak nowa. W niektórych miejscahc widać lekkie zarysowania. Poza tym działa bez zarzutu. Polecam szczerze, bo u mnie to był strzał w dziesiątkę. Cała trójka uwielbiała. Zabawka śpiewa, mówi, reaguje na wrzucenie klocuszków do garnuszka, ma świetną pokrywkę, która może też służyć jako tarcza lub kapelusz i dziurki po bokach- sorter, które reagują dźwiękiem na włożenie klocka (lub rączki...).
Doniczki/ Kubeczki- Melka ma dwa zestawy i oba są świetne. Początkowo służyły głównie jako nakrycie głowy Melki i jej lalek (czyt. zostaw dziecko pod opieką taty :)), ale teraz potrafi już ułożyć z nich wieżę albo włożyć jeden kubeczek w drugi. Miesza przy tym obydwa zestawy, ale czy komuś to przeszkadza? Nam nie.
Dalej będzie bez zdjęć :)
Grawerowane sztućce- mój chrześniak dostał komplet na chrzciny i bardzo mi się ten pomysł spodobał. Nie jakaś malutka srebrna łyżeczka do szukania ząbków, bo choć urocza, to wolę jednak rzeczy praktyczne, ale cały zestaw dla dziecka- łyżka, łyżeczka, widelec i nóg. I to wszystko z imieniem dziecka, a na nożu na przykład data chrztu albo urodzenia. Całkiem ładne i praktyczne.
Mata edukacyjna- świetny prezent, na który nie wpadłam przed chrzcinami Amelki, za to kupiłam dla mojego chrześniaka. Najlepsze są te z pałąkami i przywieszanymi zabawkami, które można odpiąć i wyprać, zamienić miejscami. Świetny prezent dla każdej mamy -chwila wytchnienia :)
Stolik edukacyjny- przy takim stoliku maluch może stabilnie stać (trzeba to sprawdzić czy jest stabilny) i manipulować różnymi elementami. Trzeba też sprawdzić czy wszystkie elementy są odpowiednio duże. Te małe maluszek może wziąć do buzi. Nasz jest bardzo często w użyciu.
To nasze top10. A jakie fajne prezenty dostały Wasze maluszki?
Nasze prezentowe hiciory dla maluszka:
Konik na biegunach- sprawdził się przy całej mojej trójce. Julce kupiliśmy go na roczek i była zachwycona. Później przejął go Krzyś i po trzech latach użytkowania konika trzeba było zutylizować, bo niewiele z niego zostało :) Melka dostała od chrzestnego na roczek swojego konika i ujeżdża go cała trójka. Młoda potrafi już sama się na nim bujać i zejść. Naśladuje też dźwięki wydawane przez konika i doskonale wie, gdzie nadusić, żeby je usłyszeć.
Przy zakupie konika, oprócz estetyki jego wykonania, warto zwrócić uwagę również na to czy jest stabilny (nie przewróci się łatwo na boki ani do przodu czy tyłu), czy siodło się nie obraca (dziecko może razem z nim zjechać z konika), czy uchwyt na głowie będzie dla dziecka wygodny.
Wózek dla lalki/ pchacz- Melka uwielbia lalki. Ciągle je nosiła pod pachą, więc kupiliśmy jej wózeczek. Długo go szukałam, bo chciałam, żeby spełniał kilka warunków:
- był estetycznie wykonany
- nie z plastiku
- niski, bo dla roczniaczka
- stabilny, bo miał służyć również jako pomoc w nauce chodzenia
- nie miał nas zrujnować finansowo :)
Udało się. Wózeczek kupiłam na allegro. Mam do niego dwa zastrzeżenia- przyszedł w częściach i nie wszystkie dziurki pasowały do śrubek (tatuś miał zabawę) i dwie części ciągle wypadały. Na szczęście po użycoiu kleju do drewna, wózek jest idealny. Melka uwielbia chodzić z nim na spacerki i taranować stół w salonie. Uparcie wjeżdża w jedną nogę....
Rodzinna sesja foto- coraz modniejszy prezent. Trzeba się tylko zorientować, czy obdarowani rodzice mają na to ochotę. Poza tym fajny pomysł.
(Nasze zdjęcia nie są od fotografa, bo nikt nie wpadł na ten pomysł, niestety, a nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Pstrykałam więc sama, ile wlezie i uwielbiam te zdjęcia :))
Książeczki- powiecie, że każdy maluszek dostaje książeczki. Ale nie takie, jakie dostała Melka. Moja siostra kupiła jej na roczek zestaw 4 książek, którę posłużą nam przez kilka lat. A potem je zabiorę do pracy, bo mam pomysł jak je wykorzystać w nauczaniu początkowym :) Ale o naszych książeczkach napiszę przy innej okazji.
W sklepach jest szeroka oferta takich wyjąkowych książeczek. Trzeba tylko trochę poszukać. Warto pytać w księgarniach, a nie tylko w sklepach z artykułami dla dzieci, gdzie asortyment jest mocno ograniczony.
Ciekawe są książeczki wydające dźwięki, w ruchomymi elementami, ze zdjęciami dziecka jako głównego bohatera albo modne ostatnio qiuetbooki, czyli książeczki z tkaniny, w których czeka pełno niespodzianek. Plusem tych ostatnich jest możliwość zamówienia imienia dziecka na okładce.
Taką uszyłam parę miesięcy temu dla małej Anulki. Tu ruchomych elementów jest niewiele, bo miałam się skupić bardziej na kolorach i fakturach tkanin.
Rowerek- roczkowy standard :) Nasz jest świetny- stabilny, z daszkiem, rączką do prowadzenia, która może skręcać rowerkiem, dzwonkiem (To jest atrakcja!), koszyczkiem na drobiazgi, pasami bezpieczeństwa (ważne dla maluszka), pedałami, które można unieruchomić i wtedy dziecko trzyma nóżki na podkładce. Małej bardzo się podoba. Czas na testy na dworze. Na razie kursuje po domu.
Garnuszek na klocuszek- zabawka niezniczszalna. Amelka ma ją po Julce, która użyczyła zabawki Krzysiowi i dwóm kuzynom. Piąte dziecko (żadne nie było zbyt delikatne), kilka nadepnięć na klocki w nocy (a lekka to ja nie jestem), a zabawka wciąż wygląda prawie jak nowa. W niektórych miejscahc widać lekkie zarysowania. Poza tym działa bez zarzutu. Polecam szczerze, bo u mnie to był strzał w dziesiątkę. Cała trójka uwielbiała. Zabawka śpiewa, mówi, reaguje na wrzucenie klocuszków do garnuszka, ma świetną pokrywkę, która może też służyć jako tarcza lub kapelusz i dziurki po bokach- sorter, które reagują dźwiękiem na włożenie klocka (lub rączki...).
Doniczki/ Kubeczki- Melka ma dwa zestawy i oba są świetne. Początkowo służyły głównie jako nakrycie głowy Melki i jej lalek (czyt. zostaw dziecko pod opieką taty :)), ale teraz potrafi już ułożyć z nich wieżę albo włożyć jeden kubeczek w drugi. Miesza przy tym obydwa zestawy, ale czy komuś to przeszkadza? Nam nie.
Dalej będzie bez zdjęć :)
Grawerowane sztućce- mój chrześniak dostał komplet na chrzciny i bardzo mi się ten pomysł spodobał. Nie jakaś malutka srebrna łyżeczka do szukania ząbków, bo choć urocza, to wolę jednak rzeczy praktyczne, ale cały zestaw dla dziecka- łyżka, łyżeczka, widelec i nóg. I to wszystko z imieniem dziecka, a na nożu na przykład data chrztu albo urodzenia. Całkiem ładne i praktyczne.
Mata edukacyjna- świetny prezent, na który nie wpadłam przed chrzcinami Amelki, za to kupiłam dla mojego chrześniaka. Najlepsze są te z pałąkami i przywieszanymi zabawkami, które można odpiąć i wyprać, zamienić miejscami. Świetny prezent dla każdej mamy -chwila wytchnienia :)
Stolik edukacyjny- przy takim stoliku maluch może stabilnie stać (trzeba to sprawdzić czy jest stabilny) i manipulować różnymi elementami. Trzeba też sprawdzić czy wszystkie elementy są odpowiednio duże. Te małe maluszek może wziąć do buzi. Nasz jest bardzo często w użyciu.
To nasze top10. A jakie fajne prezenty dostały Wasze maluszki?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























