Przedwczoraj Julka mi się strasznie nudziła. Na dworze 1458 stopni w cieniu, więc musiałam wymyślić coś domowego na szybko. Z zamysłu miało być na szybko, bo w rzeczywistości szykowanie układanki zajęło mi prawie godzinę! A Julce ułożenie .....ok.15 minut. I to jest właśnie jawna niesprawiedliwość...
Polecam takie zabawy, bo sprawdzają czy dziecko czyta ze zrozumieniem. Julka wiedziała, że powstałe wyrazy muszą coś znaczyć i one je zna.
Krzyżówki -układanki są 4, każda w innym stopniu trudna
Ta jest najłatwiejsza
Gotowa, wycięta przeze mnie i podklejona tekturą układanka wygląda tak:
Żeby je rozróżniać, podkleiłam każdy poziom innym kolorem i podpisałam z tyłu numerkami. Każdy poziom jest w osobnej kopercie, też z numerkiem :)
Chwila moment i gotowe. Przy kolejnych już wiedziała, o co chodzi, więc szło szybciej :)
Jeśli ktoś chciałby skorzystać z moich krzyżówek, mogę wysłać je na maila :) Pewnie będzie ich więcej, bo zamierzam je potem wykorzystać na zajęciach wyrównawczych w szkole :)
Pliki do pobrania
Etykiety
eksperymenty
(37)
jestem mamą
(37)
prace plastyczne
(28)
przyroda wokół nas
(24)
piątki z eksperymentami
(23)
z papieru
(20)
prezenty
(17)
wiosna
(17)
zabawy na świeżym powietrzu
(17)
zmysły pracują
(17)
świat zwierząt
(16)
sposób na dziecko
(14)
miejsca na wycieczki
(13)
nauka czytania i pisania
(13)
polecam
(13)
zima
(13)
lato
(12)
wesoła matematyka
(12)
woda
(12)
dzieci w kuchni
(11)
Boże Narodzenie
(10)
igłą i nitką
(10)
recykling
(9)
rośliny
(9)
tekściory
(9)
Tatry z dziećmi
(8)
nowe doświadczenia
(8)
zabawy ruchowe
(8)
zabawy z niemowlęciem
(8)
zmysłowe piątki
(8)
Wielkanoc
(7)
farbami
(7)
kwiaty
(7)
niekoniecznie pędzlem
(7)
projekt tęcza
(7)
przygotowanie do czytania i pisania
(7)
Kosmiczny listopad
(6)
OK
(6)
Pomoce dydaktyczne
(6)
dla mamy
(6)
kosmos
(6)
kreatywne
(6)
zabawy z małym dzieckiem
(6)
dotyk
(5)
pisanie
(5)
wakacyjna szkoła 2015
(5)
wyklejanka
(5)
fotografia
(4)
kolorowe nutki
(4)
książki
(4)
smak
(4)
sprawdzenie wiedzy
(4)
słuch
(4)
Słońce
(3)
Ziemia
(3)
czytanie ze zrozumieniem
(3)
dla niejadka
(3)
jesień
(3)
kalendarz adwentowy
(3)
kartki
(3)
konspekty lekcji
(3)
patriotycznie
(3)
pomysły na w-f
(3)
projekty
(3)
równowaga
(3)
w mojej klasie
(3)
węch
(3)
zabawy dla pierwszaków
(3)
zabawy w domu
(3)
zabawy w szkole
(3)
zabawy ze słowami
(3)
ciąża
(2)
las
(2)
lekcja inaczej
(2)
mali rzeźbiarze
(2)
pisanie nie musi być nudne!
(2)
storyline
(2)
tutorial
(2)
układanki
(2)
wakacje
(2)
walentynki
(2)
wzrok
(2)
z komputerem za pan brat
(2)
zabawy integrujące
(2)
zdrowie
(2)
BuJo nauczanki
(1)
Nowy Rok
(1)
OK zeszyt
(1)
człowiek
(1)
escape room
(1)
gry komputerowe
(1)
gry na lekcjach
(1)
gry planszowe
(1)
inne
(1)
jak się uczyć
(1)
lalki
(1)
lapbook
(1)
mała fizyka
(1)
mikołąjki
(1)
mnemotechniki
(1)
noc naukowców
(1)
ogień
(1)
origami
(1)
pamięć
(1)
pojazdy
(1)
postanowienia
(1)
powietrze
(1)
warzywa
(1)
wyzwania
(1)
zabawy dla maluchów
(1)
zabawy z angielskim
(1)
zabawy z muzyką
(1)
zasady w klasie
(1)
zwierzęta
(1)
życie z nastolatką
(1)
czwartek, 8 sierpnia 2013
wtorek, 6 sierpnia 2013
Co jest w środku kamienia?
Pierwszego dnia na plaży opowiedziałam dzieciom, jak to ich mama codziennie wieczorem oglądała z siostrami ( a ma ich pod dostatkiem- 3 sztuki) i dziadkiem zachód słońca nad morzem. Żeby się dzieci nie nudziły, mój tata rozbijał dla nas kamienie. To była taka nasza mała tradycja. Robiliśmy to tylko nad morzem i tylko przy zachodzie słońca. I kompletnie ma w tym sensu dla osoby dorosłej, ale teraz widzę, jak ważne są dla dzieci takie małe rytuały, skoro do dzisiaj to pamiętam i wspominam z rozrzewnieniem.
Kiedy opowiadałam o tym dzieciom, Julka zapytała: I co?
-Jak to co?- zdziwiłam się
- No i co było w środku?
No tak, nie pomyślałam o tym, że moje małe sroczki mogą być ciekawe, co jest w środku kamienia. Czyli zabawa z tatą miała jednak jakiś głębszy sens edukacyjny :)
Postanowiliśmy też się tak pobawić, choć słoneczko zdążyło nam umknąć już za horyzont akurat. Nie byłam też pewna, czy uda mi się rozbić kamień, a mąż poszedł już z Igiełką do pokoju. Trzeba było spróbować.
Najpierw położyłam jeden duży kamień na piasku, na niego drugi mały i uderzyłam w mały kolejnym dużym. Udało się :) Dzieci przepołowiony kamień obejrzały ze wszystkich stron, obwąchały, podotykały. I tak im się to spodobało, że postanowiły spróbować same.
Krzyś znudził się zabawą po jednym kamieniu. Nawet zdjęcia mu nie zdążyłam zrobić. Julka była bardziej wytrwała.
Zadanie wcale nie jest takie proste, na jakie wygląda, bo trzeba dobrze wycelować w kamień, żeby nie trafić w palec :)
Krzyś w tym czasie postanowił poćwiczyć na siłowni, głośno mówiąc "w górę i w dół" :)
Oj, szkoda, że wakacje już za nami.....
Kiedy opowiadałam o tym dzieciom, Julka zapytała: I co?
-Jak to co?- zdziwiłam się
- No i co było w środku?
No tak, nie pomyślałam o tym, że moje małe sroczki mogą być ciekawe, co jest w środku kamienia. Czyli zabawa z tatą miała jednak jakiś głębszy sens edukacyjny :)
Postanowiliśmy też się tak pobawić, choć słoneczko zdążyło nam umknąć już za horyzont akurat. Nie byłam też pewna, czy uda mi się rozbić kamień, a mąż poszedł już z Igiełką do pokoju. Trzeba było spróbować.
Najpierw położyłam jeden duży kamień na piasku, na niego drugi mały i uderzyłam w mały kolejnym dużym. Udało się :) Dzieci przepołowiony kamień obejrzały ze wszystkich stron, obwąchały, podotykały. I tak im się to spodobało, że postanowiły spróbować same.
Krzyś znudził się zabawą po jednym kamieniu. Nawet zdjęcia mu nie zdążyłam zrobić. Julka była bardziej wytrwała.
Zadanie wcale nie jest takie proste, na jakie wygląda, bo trzeba dobrze wycelować w kamień, żeby nie trafić w palec :)
Krzyś w tym czasie postanowił poćwiczyć na siłowni, głośno mówiąc "w górę i w dół" :)
Oj, szkoda, że wakacje już za nami.....
czwartek, 1 sierpnia 2013
Kółko i krzyżyk na łonie natury
Z góry przepraszam, ale nie pamiętam, z którego bloga to podpatrzyłam :)
Od wczoraj siedzimy w Łazach. Morze przywitało nas ulewą, co nas lekko załamało, bo wpadliśmy tu dosłownie na kilka dni. Za rok w ogóle nie pojedziemy, bo będą inne wydatki. Na szczęście po południu się rozpogodziło i mogliśmy zacząć plażowanie. Między kąpielami dzieci bardzo się nudziły i ciągle słyszałam marudzenie " Mama, możemy już iść do wody?". I nawet nie to cieszy, bo w zeszłym roku brałam ich do wody na siłę tak się bali fal :) Ale jednak mamy ograniczoną liczbę suchych ubrań, a oni z uporem maniaka siadają sobie w suchym ubraniu na brzegu morza i czekają aż ich fala zaleje.... I nawet im się nie dziwię,bo to jest frajda dla dzieciaków :)
No, ale nie chcę wrócić z chorymi dziećmi do domu, więc wymyślamy zajęcia "na lądzie". Jeszcze przed wyjazdem wiedziałam, że zrobimy sobie grę z kamyków.
Wczoraj dzieci pozbierały kamyki. Wybraliśmy 10 o podobnym kształcie i wielkości i pomalowaliśmy je lakierem do paznokci na dwa kolory.
zielone musieliśmy najpierw pomalować na biało, bo lakieru nie było widać :)
Potem tylko ręcznik jako stolik, cztery patyczki i można grać
Ostateczny ruch....
gratulacje od przegranego ( u nas to ważna sprawa)
i można grac jeszcze raz :)
Jak wrócimy do domu, gra zyska szytą planszę i woreczek do przechowywania. Polecam, bo to naprawdę fajna zabawa. Przygotowanie jej, nie mniejsza :) No i trzeba chwycić odpowiednio mały kamyczek, co nam pięknie przygotowuje mięśnie rączki do pisania.
Od wczoraj siedzimy w Łazach. Morze przywitało nas ulewą, co nas lekko załamało, bo wpadliśmy tu dosłownie na kilka dni. Za rok w ogóle nie pojedziemy, bo będą inne wydatki. Na szczęście po południu się rozpogodziło i mogliśmy zacząć plażowanie. Między kąpielami dzieci bardzo się nudziły i ciągle słyszałam marudzenie " Mama, możemy już iść do wody?". I nawet nie to cieszy, bo w zeszłym roku brałam ich do wody na siłę tak się bali fal :) Ale jednak mamy ograniczoną liczbę suchych ubrań, a oni z uporem maniaka siadają sobie w suchym ubraniu na brzegu morza i czekają aż ich fala zaleje.... I nawet im się nie dziwię,bo to jest frajda dla dzieciaków :)
No, ale nie chcę wrócić z chorymi dziećmi do domu, więc wymyślamy zajęcia "na lądzie". Jeszcze przed wyjazdem wiedziałam, że zrobimy sobie grę z kamyków.
Wczoraj dzieci pozbierały kamyki. Wybraliśmy 10 o podobnym kształcie i wielkości i pomalowaliśmy je lakierem do paznokci na dwa kolory.
zielone musieliśmy najpierw pomalować na biało, bo lakieru nie było widać :)
Potem tylko ręcznik jako stolik, cztery patyczki i można grać
Ostateczny ruch....
gratulacje od przegranego ( u nas to ważna sprawa)
i można grac jeszcze raz :)
Jak wrócimy do domu, gra zyska szytą planszę i woreczek do przechowywania. Polecam, bo to naprawdę fajna zabawa. Przygotowanie jej, nie mniejsza :) No i trzeba chwycić odpowiednio mały kamyczek, co nam pięknie przygotowuje mięśnie rączki do pisania.
poniedziałek, 29 lipca 2013
Przy rosole...
Jemy sobie obiadek. Rosół z makaronem. Na stole jak zwykle stoi butelka Maggi, bez której moje dzieci nie zjedzą ani łyżki. Nagle, po zjedzeniu połowy zupki, Krzyś znacząco patrzy na butelkę i mówi:
- Mamusiu, ja już wcale nie mam czarów
Uwielbiam go! :)
- Mamusiu, ja już wcale nie mam czarów
Uwielbiam go! :)
niedziela, 28 lipca 2013
Pajac
W co się bawić na placu zabaw? Pomysłów są miliony. Moje dzieci ostatnio najbardziej lubią:
- piaskownica- babki, zakopywanie zabawek i szukanie ich- akompaniuje temu pisk złości Krzysia :)
- chodzenie po murkach i ogrodzeniach, np, od piaskownicy
Julka przejdzie już całe ogrodzenie dookoła. Jest ono kilkustopniowe. Krzyś na razie dociera do drugiej wysokości i skacze do piaskownicy. Cóż, skakanie tez jest fajne :)
- zjeżdżalnia służy do sprawdzania siły grawitacji- zjeżdżać na niej mogą zabawki, piłką, piasek, kamienie, patyki, a nawet buty i skarpetki. W tym przypadku pisk jest radosny :)
- szukano
- huśtawki- sprawdzamy kto jest cięższy- same dzieciaki, dzieciaki przeciwko mnie, ja z Krzysiem kontra Julka itd. Tu największy ubaw mają zazwyczaj inni rodzice....
- ostatnio królują jednak chyba kredy. Oprócz rysowania domków i serduszek, Julka podpatrzyła od sąsiadki grę w pajaca. Pamiętacie jeszcze?
I tym sposobem okazuje, że siedzimy na placu zabaw już 3 godziny, a nie jak sądziłam godzinkę :) I bardzo dobrze. Podwórkowe dzieci to szczęśliwe dzieci. O! Choć nadal marzę o własnym ogródku. Może się kiedyś ziści.
- piaskownica- babki, zakopywanie zabawek i szukanie ich- akompaniuje temu pisk złości Krzysia :)
- chodzenie po murkach i ogrodzeniach, np, od piaskownicy
Julka przejdzie już całe ogrodzenie dookoła. Jest ono kilkustopniowe. Krzyś na razie dociera do drugiej wysokości i skacze do piaskownicy. Cóż, skakanie tez jest fajne :)
- zjeżdżalnia służy do sprawdzania siły grawitacji- zjeżdżać na niej mogą zabawki, piłką, piasek, kamienie, patyki, a nawet buty i skarpetki. W tym przypadku pisk jest radosny :)
- szukano
- huśtawki- sprawdzamy kto jest cięższy- same dzieciaki, dzieciaki przeciwko mnie, ja z Krzysiem kontra Julka itd. Tu największy ubaw mają zazwyczaj inni rodzice....
- ostatnio królują jednak chyba kredy. Oprócz rysowania domków i serduszek, Julka podpatrzyła od sąsiadki grę w pajaca. Pamiętacie jeszcze?
środa, 24 lipca 2013
Dla Ciebie, Mamusiu
Tak mi powiedziała córeczka moja słodka- "Dla Ciebie, Mamusiu". No i jak tu zjeść, jak się mamusia wzruszyła?
wtorek, 23 lipca 2013
Kreatywne bazgrołki
Uwielbiam lato, słońce i nawet upały. Niestety, dzieci się wtedy nudzą. Nasz osiedlowy plac zabaw to patelnia, bez grama cienia, więc niestety przed godziną 16 w te upały nie da się tam wysiedzieć. Żeby dzieci nie oszalały w domu, umilamy sobie czas różnymi zadaniami. Wczoraj padło na kończenie rysunków. Narysowałam różne "bazgrołki" na kilku kartkach i dzieciaki miały sobie same wybierać kartkę, pomyśleć, co to może być i dokończyć rysunek. Obydwoje z zapałem przystąpili do pracy. Julce zapał towarzyszył do końca, Krzysiowi przez ok.10 minut, kiedy to rysował fale morskiej czarna kredką :)
Zabawa szybka, kreatywna, niewymagająca specjalnych materiałów. Polecamy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)












